Aktywność sołectw

Przedstawiamy tekst Krzysztofa Wójcika, koordynatora programu EDEN – od animacji do partycypacji sołectw. Artykuł otwiera serię, w której Krzysztof Wójcik opowie nam o aktywności mieszkańców sołectw i pracy lokalnej w ramach projektu realizowanego przez GOK w Mykanowie.

Obecny kształt sołectw i ich problemy z punktu widzenia aktualnej i potencjalnej aktywności mieszkańców.

Działania mające na celu zwiększenie aktywności mieszkańców sołectw na naszym terenie (sześć gmin LGD „Razem na wyżyny”) podjęliśmy po diagnozie przeprowadzonej przy okazji realizacji różnych projektów Gminnego Ośrodka Kultury w Mykanowie. Wynikało z niej, że istnieje wiele barier utrudniających działania i współpracę mieszkańców. Temat tym pilniejszy, że sołectwo przecież jest tym najniższym i pierwszym ogniwem samorządności w naszym kraju, ogniwem które może być ośrodkiem edukacji obywatelskiej jak również sposobem bezpośredniego uczestnictwa (partycypacji) mieszkańców w rozwoj lokalnych  Małych Ojczyzn. Tak powstał program EDEN – od aktywizacji do partycypacji mieszkańców sołectw. Aktualnie jest realizowany drugi już projekt tego programu: Mapa zasobów i potrzeb pierwszym krokiem rozwoju sołectwa. Na łamach niniejszego (i następnych) artykułu chciałbym przedstawić pierwsze doświadczenia i osiągnięcia naszych animatorów w sześciu wybranych miejscowościach z gmin Dąbrowa Zielona, Kłomnice, Kruszyna i Mykanów należących do Stowarzyszenia LGD „Razem na wyżyny”. Wszystkie gminy położone są  na północny-wschód od Częstochowy.

Pierwsza refleksja jest taka, że sołectwo nie jest równe sołectwu. Do przeszłości należy wieś, gdzie głównym zajęciem i źródłem dochodów mieszkańców było rolnictwo. Przynajmniej na naszym terenie. Na jednym biegunie umieściłbym tutaj wioskę Dąbrowa Zielona (siedziba gminy), mimo wszystko rolniczą, otoczoną zewsząd łąkami i pasącym się na nich bydłem. Jest tu kilka gospodarstw rolnych, jedno nawet duże, jednakże, jak zauważył z przekąsem jeden z mieszkańców, głównym źródłem utrzymania miejscowej ludności są emerytury. Jest to oczywiście pewna przesada, ale rzeczywiście o pracę na miejscu jest trudno. Największym pracodawcą jest Urząd Gminy i miejscowy zespół szkolny (szkoła podstawowa i gimnazjum). Jest też kilka małych zakładów usługowych najczęściej jednoosobowych, kilku rzemieślników oraz odległa o ponad 30 km Częstochowa. Jak na wioskę z około 800 mieszkańcami to niewiele, toteż młodzi szukają zatrudnienia i kariery poza swoją miejscowością. Mimo tego iż bardzo im się w Dąbrowie podoba, co jest swoistym fenomenem. Wioska rzeczywiście jest malowniczo położona. Inną cechą tej miejscowości są więzi społeczne, wciąż żywe, owocujące dużą niekiedy aktywnością. O tym jednak później. Bardzo podobna do Dąbrowy Zielonej jest sołectwo Zawada w gminie Kłomnice, z tym że rzemieślników jest tu więcej i o pracę łatwiej.

Na przeciwnym biegunie postawić można sołectwo Lubojenka w gminie Mykanów, gdzie aktywność jest mniejsza, a społeczność w dużej mierze zatomizowana, choć są też próby organizowania się. Charakterystyczna jest nieufność mieszkańców. Wioska leży na uboczu, choć jednocześnie w pobliżu są ważne drogi – co jest jej atutem. Nie funkcjonuje tam instytucja typu szkoła czy parafia – jest za to kościół filialny. Niegdyś było tu duże gospodarstwo państwowe, po którym zostały dwa bloki i niestety ten podział między dwiema częściami wsi nadal funkcjonuje. Zajęcia rolnicze mają charakter dodatkowy, a zasadniczy dochód mieszkańcy czerpią z zatrudnienia w pobliskich ośrodkach miejskich, głównie w Częstochowie.

Innego typu miejscowościami są Radostków i Wierzchowisko w gminie Mykanów, połozone w bezpośrednim sąsiedztwie Częstochowy. Jeśli pojawia się tu rolnictwo to w formie przemysłowej (szklarnie), a podstawowym zajęciem zaczyna być rzemiosło i drobne zakłady produkcyjno-usługowe. W obydwu miejscowościach są szkoły podstawowe, a w tym drugim również parafia rzymsko katolicka. Poza tym bliskość Częstochowy sprawia, że duża część mieszkańców znalazła zatrudnienie w tamtejszych zakładach. W efekcie miejscowości te mają charakter podmiejski, są w dużej części sypialniami dużego miasta, mimo że same należą do gmin wiejskich. W dodatku, jak zauważyli to badacze z Collegium Civitas, mieszkańcy, zwłaszcza bogatsi, budują coraz wyższe i gęstsze płoty, wręcz mury, które nie wróżą niczego dobrego więziom społecznym, współpracy mieszkańców i pogłębiają jeszcze atomizację lokalnego społeczeństwa. Na to nakłada się jeszcze podział na „starych” mieszkańców i nowo osiedlonych, tworzących często pewnego rodzaju enklawy. Podział na „tubylców” i „przybylców”, jak żartobliwie mówią animatorzy, może się manifestować w bardzo różny sposób: od ostrożnej współpracy (Wierzchowisko) po niemal kompletną izolację stron (Radostków).

Czasami podziały są jeszcze bardziej skomplikowane jak np. w Widzowie (gmina Kruszyna). Tam pojawiło się nowe osiedle „przybylców” i dołączyło do dwóch już istniejących grup: wieś i „bloki” po Państwowej Stadninie Koni (w innych po pegeerowskich wioskach mieszkańcy mówią o nich „majątek” albo „dwór”). Mimo wielu lat wspólnej egzystencji, wspólnej szkoły (podstawówka i gimnazjum) i parafii nie udaje się tych podziałów przezwyciężyć, być może za sprawą odmiennych stylów życia i odpowiedzialności w tych minispołecznościach. Nic dziwnego, że aktywność mieszkańców, jeśli istnieje, zamyka się we własnych kręgach.

Krzysztof Wójcik

Autor/ka: Krzysztof Wójcik

  • Józef

    Taka jest nasza rzeczywistość „Polska sielska lecz Anielska”Niech nikomu nie opadają ręce społeczność ta przetrwała minione czasy w takich a nie innych realiach systemu więc skoro mamy budować społeczyństwo 21 wieku to dotrzyjmy do ich marzeń ,pragnień dzisiejsze społeczności czekają na potrzebne im wędki dadzą sobie radę więc likwidujmy adsurdy prawne naszej rzeczywistości,szukajmy liderów w tych enklawach ponieważ potencjał w nich jest ogromny .Pozdrawiam sołtys z opolskiego.

  • Joanna

    Świetna charakterystyka. Prawdziwa. Wieś wsi nierówna, aktywności i integracja bo zależy od różnych czynników. Moim zdaniem ten wpływ jest tak zróżnicowany, bo nie ma w ustawach ustrojowych prawidłowych i dostatecznych ram prawnych na rozwój tej aktywności. Nie rozumiem co stoi na przeszkodzie, żeby sołectwa mogły czerpać jak przed wojną główne zasilanie finansowe swojej działalności z gospodarowania składnikami mienia gromadzkiego, w tym zakresie miały pełnię praw rzeczowych do tego mienia i majątkowych włącznie ze zdolnością sądową a więc miały osobowość prawną. Ki diabeł podkusił naszych reformatorów aby pozbawić sołectwa tej możliwości a zamiast tego dać ułomne narzędzia do ręki? joanna iwanicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *